niedziela, czerwca 14, 2009

CO2stats i Green IT

Każde użycie internetowej wyszukiwarki Google przyczynia się do emisji jedynie 0,2 grama dwutlenku węgla i zużywa 0,0003 kilowatogodziny - twierdzą przedstawiciele Google, dementując błędne informacje jakie ostatnio nagłośniono w mediach za sprawą kaczki dziennikarskiej puszczonej przez "The Times of London". Z niewiadomego powodu w artykule podano mocno zawyżone dane (7 gramów CO2/wyszukiwanie), które rzekomo miał przedstawić młody amerykański fizyk Alex Wissner-Gross.

Okazało się, że wprawdzie naukowiec prowadzi wraz z zespołem fizyków z Centrum Ochrony Środowiska na Uniwesytecie Harvarda badania nad zjawiskiem emisji CO2 w powiązaniu z działaniem urządzeń elektronicznych - ale na temat Google nie wypowiadał się w sposób konkretny.

Dzięki temu, że Alex Wissner-Gross stał się medialną gwiazdą, udzielając wywiadów radiu i telewizji, więcej osób dowiedziało się, że stworzył (wraz z Timothy Sullivanem) projekt CO2Stats.com, oferujący usługę monitorowania i zarządzania oddziaływaniem witryn internetowych na środowisko. Dobrze udokumentowane opracowanie projektu jest tematem naukowych prac i jest opatentowane na całym świecie (w tym w Polsce). W oparciu o owe zastrzeżone algorytmy firma oblicza 'ekologiczny ślad' odwiedzin witryny a wyniki tych obliczeń można oglądać w czasie rzeczywistym poprzez kliknięcie buttonu Zielonego Certifikatu:greenwidget
przydzielonego danej witrynie. Należy dodać, że usługa jest płatna a należności są uzależnione od wielkości ruchu na witrynach.

Każdy, kogo bliżej interesuje ten temat, może zajrzeć na stronę główną vortalu EnergieOdnawialne.pl, gdzie niedawno został umieszczony kod skryptu współpracującego z tym oprogramowaniem (button znajduje się u dołu, po prawej stronie) lub odwiedzić stronę www.CO2Stats.com .

Warto omówić kilka szczegółów, aby informacje o systemie CO2Stats stały się bardziej przejrzyste, zwłaszcza dla osób mniej zorientowanych w technice.

Internetowe strony www umieszczane są na serwerach i są wykorzystywane przez użytkowników komputerów, podłączonych do Internetu za pośrednictwem sieci. Te serwery, użytkownicy i sieci wymagają energii elektrycznej do ich funkcjonowania. Energia elektryczna jest w dużej mierze generowana przez spalanie paliw kopalnych takich jak węgiel, ropa naftowa i gaz. Jeśli paliwa kopalne są spalane, dwutlenek węgla jest uwalniany do atmosfery, co jak wiadomo przyczynia się do niekorzystnych zmian klimatycznych.

Oprogramowanie CO2Stats monitoruje zużycie energii przez serwery, użytkowników komputerów i sieci które je łączą , w celu obliczenia ile energii jest potrzebne, aby witryna mogła być zaliczona do tzw. 'zielonych'.

Gdy witryny internetowe zostawiają większy 'ślad ekologiczny' niż założony plan, system CO2Stats realizuje zakup odpowiedniej ilości 'zielonej' energii (nawet jeżeli to kosztuje więcej niż klient zapłacił za energię). Energia kupowana jest tylko z farm wiatrowych, które są weryfikowane i kontrolowane przez organizacje non-profit oraz mają certyfikaty odpowiednich władz. Na ogół brane są pod uwagę średnie statystyczne w dłuższym okresie czasu, ponieważ często miesiące w których witryna nie przekracza założonych limitów kompensują miesiące kiedy limity są przekraczane.

CO2Stats od swej premiery w październiku 2007 zainstalował swój kod na ponad 500 witrynach a używają go również organizacje rządowe, organizacje non-profit oraz wiodące korporacje na całym świecie. Z CO2Stats współpracuje także 'zielona' wyszukiwarka Greenseng.

O ile jeszcze kilka lat temu działania firm w zakresie ochrony klimatu miały charakter marketingowy - obecnie są realne. Jak wynika z badań firmy Gartner, w 2007 roku po raz pierwszy w historii emisja dwutlenku węgla wynikająca z funkcjonowania globalnych technologii informatycznych, została przekroczona w stosunku do całego światowego przemysłu lotniczego. Co ciekawe, firma Google finansuje program "Climate Savers Computing Initiative", którego celem jest zmniejszenie zużycia energii przez komputery o połowę do roku 2010 i obniżenie globalnej emisji dwutlenku węgla o 54 mln ton rocznie.

Idea jaka przyświeca naukowcom z Harvardu ma wiele wspólnego z założeniami innej, globalnej akcji. Jak można przeczytać w artykule 'Zielone komputery' w miesięczniku NEXT 5/2008:

Mniejszy pobór mocy, większa wydajność i… czystsze środowisko. To główne założenia strategii Green IT, którą od kilku lat są coraz bardziej zainteresowane wielkie firmy i drobni konsumenci.

Za początek Green IT można przyjąć 1992 rok, kiedy to amerykańska Agencja Ochrony Środowiska zapoczątkowała kampanię Energy Star. Było to dobrowolne oznaczanie elektroniki (głównie monitorów i klimatyzatorów) oszczędzającej energię charakterystyczną gwiazdką. Ten program przyczynił się do rozpowszechnienia funkcji sleep mode. W tym samym czasie problematyką ekologii w IT zajęła się Szwedzka Konfederacja Pracodawców. Wypracowali standardy dla Certyfikatu TCO określającego poziom promieniowania oraz poboru energii, który można było klasyfikować jako ekologiczny.


W tym samym numerze NEXT zacytowano ciekawą wypowiedź specjalisty z BEA Systems :

Jedną z metod realizacji idei Green IT jest wykorzystanie technologii wirtualizacji. Dzięki niej możliwa jest konsolidacja setek/tysięcy fizycznych serwerów i uruchomienie działających na nich aplikacji na, często o rząd lub dwa, mniejszej liczbie maszyn. Pozbycie się tych nadmiarowych serwerów w istotny sposób wpływa na zmniejszenie poboru energii przez serwerownie, zwiększenie dostępnego w nich miejsca i znaczne ograniczenie kosztów chłodzenia. Wirtualizacja pozwala też na inteligentne, dynamiczne zarządzanie przetwarzaniem danych i dopasowywanie mocy obliczeniowej (a co za tym idzie, poboru energii) do realnych, aktualnych potrzeb. Oznacza to nie tylko oddanie zapasu mocy do aplikacji, które tego najbardziej potrzebują, ale także optymalizację poboru energii. (Waldemar Kot)

Idea Green IT w Polsce jest jeszcze mało popularna. Chciałbym omówić ten temat w osobnym poście.

2 komentarze:

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Romualdzie
dziekuję za kompleksową informacę o informatycznym "foot print" (mniej lub bardziej precyzyjnie wyliczalnym) i zielonej informatyce.

Jeżeli chodzi o "foot print" to wydaje mi sie ze chodzi o trzy sprawy: a) mierzalność, b) możliwosc dzialania producenta sprzetu, c) mozliwsc działania samego użytkownika. W koncepcji Green Certified Site troche mi brakuje w kryteriach certyfkacji bonusa ze wzgledu na wysiłek i postep w stosunku do "lini bazowej". Informacja o "klimatycznym foot print" to tylko jeden z elmentow, choć pamietam, ze np. już Newton mowił, nie mozemy poprawiac czegoś czego wczesniej nie zmierzymy...

Jezeli chodzi o zieloną informatykę, to czekając na zapowiedziany przez Pana kolejny post o niewielkiej popluarności tej koncpecji w Polsce, pozwole sobie tylko podać link do artykułu Rzeczpospolitej z wynikaow badan SMG/KRC wykonanych na zlecnie D-Link nad postrzeganiem u nas walorów ekologicznych przy zakupie sprzetu informatycznego http://www.rp.pl/artykul/322166.html . Tylko 12% klientów w jakiś sposób uwazglednia czynnik ekologiczny, a 15% wzieło pod uwage przy zakupach energooszczednosc - czynnik eskoloatacyjny). W dobie kryzysu czynnik ceny sprzetu dominuje, a to spycha zielona informatyką na koniec listy priorytetów. Pewnie tym bardziej o tym warto mówic.

Tak sobie mysle, ze tylko wysokie ceny energii elektrycznej, które sie pojawią szybko po pierwszych symptomach wyjscia z obecnego siwatowego spowolnienia gospodarczego są w stanie dokonac tu bardziej radyklanych zmian. Jeżeli jednak miałbym wskazać czynniki, które choć troche poprawić moga sytację to bardziej skłaniałbym sie do takich dobrowolnych inicjatyw jak Green Certfied Site (działanie na i poprzez końcowego użytkownika) niż naszej koncepcji "przymusowych" białych certyfikatów w rządowym projekcie ustawy o ofektywnosci energetycznej (działania na producenta sprzętu i ew. dostawcu usług), która zresztą nie zachwyciła naszych komisji sejmowych.

Energetyczne życie pisze...

Moim zdaniem trochę absurdalne jest liczenie tego, ile energii pobiera Google z każdym wyszukiwaniem. Nie popadajmy w zbytnią paranoję w tej kwestii ;)